Nawigacja RZGW Wrocław

Wpisy

  • środa, 19 grudnia 2012
    • Nawigacja RZGW Wrocław 2012 by Witold Sumisławski

      W dniu 7.12.2012 w siedzibie Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu odbyło się spotkanie podsumowujące sezon nawigacyjny 2012. Choć w nazwie spotkania użyto słowa „nawigacyjny” – próżno byłoby szukać jakiejkolwiek paraleli do żeglugi czyli nawigacji. Jak wielokrotnie podkreślał na tym spotkaniu dyrektor RZGW Wrocław Witold Sumisławski – gospodarka wodna jest przyporządkowana Ministerstwu Środowiska i ma żeglugę… głęboko w tyle. Najważniejsza jest ochrona przeciwpowodziowa i… zarabianie na wodzie.

      Spotkanie, które nie miało „programu” lecz „agendę” (nowomowa prawie jak w PRL – wiadomo: im dziwniej tym „mądrzej” brzmi) miało więc na celu raczej autopromocję wrocławskiego RZGW a nie dyskusję na temat „sezonu nawigacyjnego” i jego podsumowania. Miało zapewne stworzyć pozytywny PR Panu Sumisławskiemu, oczekującemu na nominację na prezesa KZGW a nie odniesienie do zgrzytającej rzeczywistości.

      Zaczęto więc roztaczać przed zgromadzonymi rzekomy ogrom dokonań inwestycyjnych oraz jeszcze większy „ogrom” tych planowanych – rzekomo mających służyć żegludze. Zapewniono na przykład, że nie będzie żadnych inwestycji poprawiających alimentację Odrzańskiej Drogi Wodnej i poprawiających przepływy w okresie niżówek a wszystkie(!) budowane i planowane zbiorniki nie będą miały funkcji retencyjnej czy ogólnoużytkowej lecz będą suche, bo … „inaczej się nie da”. To samo w kwestii tzw. „modernizacji” ODW do III klasy drogi wodnej - inaczej "się nie da". Wszelkie zaś pytania i wątpliwości użytkowników dróg wodnych były bezlitośnie duszone w zarodku przez prowadzącego „spotkanie” szefa RZGW. Słowo „prowadzący” nie ma tu raczej zastosowania, bo niemal od pierwszej minuty nie potrafił zapanować na gwałtownym i butnym przerywaniem jakiejkolwiek wypowiedzi kogokolwiek z gości przez swojego podwładnego Leszka Karwowskiego.

      RZGW czyli... rozgadani zaproszeni guzik wiedzą

      Buta i arogancja tego ostatniego sięgała od samego początku zenitu. Bez udzielania głosu wstawał i wykrzykiwał swoje racje bardzo często wręcz obrażając adwersarzy. W odpowiedzi na merytoryczne i wyważone pytania v-ce starosty powiatu Kędzierzyn-Koźle – Pani Gabrieli Tomik – poradził jej, aby się „doszkoliła i doczytała” zanim zacznie zabierać głos. Zresztą od tego stylu nie odstawał także sam Sumisławski, wielokrotnie zaprzeczając wiedzy pani Gabrieli, która notabene niemal w przeddzień spotkania wróciła z Brukseli, gdzie rozmawiała z europosłami na temat polskiej gospodarki wodnej w kontekście zarówno ochrony przeciwpowodziowej jak i utrzymywania w należytym stanie dróg wodnych oraz idących w ślad za projektami inwestycyjnymi dotacjami unijnymi.

      Podkreśliła też, że to resort gospodarki wodnej wprowadza samoograniczenia powodujące, iż dopływ funduszy unijnych na tak przygotowane inwestycje jest znikomy lub zgoła żaden. Unia dofinansuje projekty zakładające docelowe osiągnięcie klasy IV żeglowności na Odrze w celu wpisania tej drogi wodnej w europejski korytarz transportowy Północ – Południe. To RZGW Wrocław, który ma monopol na fundusze inwestycyjne w dorzeczu Odry, asekurancko umieszcza przy każdej pozycji zlepek słów „modernizacja do III klasy” aby spokojnie móc konsumować publiczne pieniądze na własnym podwórku i nie pakować się w wymagające intelektualnego wysiłku projekty zakładające pomoc unijną, bo kontrola jej wykorzystania jest znacznie ostrzejsza.

      Język debaty z RZGW

      My jako środowisko stricte żeglugowe jesteśmy przyzwyczajeni do traktowania nas przez obecną administrację dróg wodnych – głównie RZGW Wrocław – jak pieniaczy i półgłówków. Zawsze są deprecjonowane argumenty zwarte w wypowiedziach stałych użytkowników dróg wodnych takich jak np. kpt. Czesław Szarek, którego podniesiona ręka była przez Sumisławskiego permanentnie zbywana stwierdzeniem:

      - Jak pan chce zabrać głos to wiem, że panu się coś nie podoba.

      „Coś” to mało powiedziane: wszystko co robi RZGW Wrocław odstaje tak dalece od normalności, że trudno powiedzieć, iż tylko „coś” się nie podoba - zwłaszcza zachowanie obydwu panów z RZGW w stosunku do doświadczonego urzędnika państwowego, przedstawiciela samorządu i społeczeństwa a przede wszystkim kobiety, co przeczy nie tylko parlamentarnej etykiecie ale zwyczajnej kindersztubie.

      Aroganckie a niekiedy wręcz bezczelne odzywki należą widać do normalnego sposobu pełnienia urzędów przez tych panów i to nie podoba się wszystkim. Byliśmy tego świadkami wielokrotnie – dla przykładu: www.zegluga.wroclaw.pl/news1018 Godny polecenia jest zwłaszcza cytat:

      Prezes KZGW Leszek Karwowski pomimo przytoczenia szeregu dokumentów unijnych w sposób dość arogancki uznał, że "nie należy tych zapisów rozumieć dosłownie, a już całkiem nie odnosić tego do polskich realiów". Odebrano to tak, że pomimo argumentów i dokumentów unijnych KZGW oraz Ministerstwo Środowiska w sprawie gospodarki wodnej i powiązanej z nią żeglugą śródlądową nadal będą robić co chcą i po swojemu. Wywołało to oburzenie u sporej części słuchaczy nawet nie związanych z branżą żeglugową.

      Pan Karwowski w pewnym momencie piątkowego spotkania dokonał zresztą niezwykłego odkrycia: „Nie wiem, nie znam się, bo nie jestem hydrotechnikiem”. Niestety, nie tylko pan Karwowski ale także wielu, wielu innych, którym oddano pieczę nad drogami wodnymi „Nie wie, nie zna się”. PRL z realiami typu „zawód: dyrektor” nigdzie nie odszedł: nadal funkcje dyrektorskie urzędów państwowych piastują aroganccy dyletanci, którzy sami siebie nazywają „menadżerami”. Menadżer, który co drugie słowo mówi „dajcie mi pieniądze to zrobię wam IV klasę”, „załatwcie to u premiera…”, „zwróćcie się do ministra finansów…” nie nadaje się na to stanowisko a już tym bardziej na wyższe, które mu się marzy.

      Czy to są odpowiedni ludzie na odpowiednich stanowiskach?

      Aby nie być gołosłownym w uzasadnieniu do projektu nowego Prawa Wodnego czytamy m.in.:

      Negatywna ocena sposobu wykonywania zadań ustawowych przez Prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej jest poparta negatywnymi skutkami zaniechań, których dopuścił się ten organ.

      Ten organ to… były Prezes Karwowski, dziś prawa ręka Witolda Sumisławskiego. O jego dokonaniach pisaliśmy wielokrotnie nie tylko my: www.zegluga.wroclaw.pl/news1100 ;

      Obecnie trawa wybór kandydata na nowego Prezesa KZGW. Faworytem jest dyrektor RZGW Wrocław Witold Sumisławski. Pod „nadzorem” wiceministra Gawłowskiego, który to przecież przygotowuje reformę gospodarki wodnej i opiniował projekt nowego prawa wodnego – wraca nowe – czyli stare. Chodzą słuchy, że w przypadku wyboru na Prezesa KZGW Sumisławskiego, dyrektorem RZGW Wrocław zostanie Karwowski. Koło się więc zamyka. Nadal gospodarka wodna będzie w rękach ludzi, którzy uzyskali negatywną ocenę własnych przełożonych jak napisano wyżej.

      Otoczą się z całą pewnością podobnymi do nich „fachowcami”. Dziś w opinii samych pracowników RZGW Wrocław na kierowniczych stanowiskach zasiadają albo ludzie „z układu MPWiK”, albo młode dziewczyny bez doświadczenia zawodowego ale z „długimi nogami”, albo wiernopoddańczy potakiwacze, którzy wykonają każde polecenie „szefa”. „Szef” sam twierdzi, że wiedza i doświadczenie są na dalszej pozycji – u niego liczy się charakter. Mamy więc w RZGW takich „charakternych specjalistów”, którzy nie sprawdzili się w MPWiK i GDDKiA i na wodzie się znają tak jak kura na pieprzu. Gdyby zaczęli gospodarować na Saharze – z pewnością po krótkim czasie zabrakłoby tam piasku. Nic dziwnego, że skoro gospodarują rzekami – zaczęło w nich brakować wody.

      Problem niegospodarności i nadużyć zgłaszali sami pracownicy RZGW ministrowi Korolcowi. Nieprawomyślnych pracowników zastraszano zwolnieniami, całkowicie podporządkowano „szefowi” związek zawodowy pracowników RZGW, stanowiska stracili ci, którzy mieli pojęcie na czym polega różnica między wodociągiem a rzeką.

      Wydatkuje się spore kwoty na PR i budowanie wizerunku. Wystarczy wspomnieć „Watermastera” i medialny szum wokół czegoś, co kosztowało podatników grube miliony a obecnie stoi bezużytecznie. O inwestycjach mówi się jedynie na początku – przy wbijaniu łopaty w świetle fleszy. Pisaliśmy o tym na przykład przy okazji uruchomienia największej ale najmniej dającej korzyści żegludze: www.zegluga.wroclaw.pl/news1028 oraz www.zegluga.wroclaw.pl/articles436. O końcu nie będzie mówić się nigdy, bo te inwestycje wzorem „suchego” zbiornika Racibórz i śluzy Malczyce będą trwały wiecznie aby różni „znajomi” i „znajomi znajomych” mieli zapewniony długotrwały front robót i dobre źródło dochodów. Przetargi bowiem albo wygrywają zawsze ci sami albo warunki są tak skonstruowane, że poza „tymi samymi” nikt nie chce do nich przystąpić. Tak jest również z tzw. „utrzymaniem szlaku”.
      Witold Sumisławski

      Utrzymanie czy „nic-nie-robienie”?

      Kluczowym zagadnieniem, o którym pan Sumisławski szczególnie nie chciał w piątek dyskutować było utrzymywanie szlaku w należytym stanie wraz z głębokością tranzytową przypisaną do danej klasy drogi wodnej. Tu właśnie wtrącił swoje motto, że utrzymywanie dróg wodnych „nie leży w interesie resortu” powołanego do „wyższych celów”. Stwierdził, że „awaryjnie” będą usuwane powstające przemiały ale o systemowym utrzymaniu – w tym stałemu dbaniu o poprawne głębokości koryta poprzez prace pogłębiarskie – mowy nie ma i nigdy nie będzie(!).

      Na stwierdzenie pani Gabrieli Tomik, że oczywistym faktem potwierdzonym przez wielu fachowców jest utrata zdolności retencyjnej samego koryta rzeki, którego dno leży na poziomie brzegów, przez co każdy wyższy stan wody powoduje groźbę powodzi – pan Sumisławski się protekcjonalnie roześmiał twierdząc, że pierwszy raz o czymś takim słyszy i przeczy to „badaniom” dokonanym przez „autorytety”. Nie określił jednak co to za autorytety – zapewne przez osobistą skromność…

      Uciekł zresztą natychmiast od tematu utrzymania dróg wodnych kierując „spotkanie” na z góry założone tory: budowanie własnego wizerunku przed spodziewaną nominacją na prezesa KZGW. Służyć temu ma tworzone „Centrum Operacyjne”, które rzekomo ma świetnie służyć także żegludze. Po skontaktowaniu się z centrum każda awaria i nieprzewidziana sytuacja w ciągu 24 godzin zostanie usunięta przez „mobilne grupy szybkiego reagowania”. Pan Sumisławski miał chyba na myśli wyłącznie Wrocławski Węzeł Wodny, bo zapomniał, że zasięg terytorialny RZGW Wrocław obejmuje także te odcinki Odry swobodnie płynącej, na których przez wiele kilometrów nie ma zasięgu dla telefonów komórkowych czy Internetu. Jak słusznie zauważył kpt. Szarek – wcześniej należałoby wyposażyć wszystkie Nadzory Wodne w dobre urządzenia do radiokomunikacji aby takie „centrum” czemukolwiek miałoby służyć. Póki co – jest to zwykły PR: centrum ładnie wygląda na fotkach.

      Akwen (aqua) czy teren (terra) – czyli Mojżesz we Wrocławiu

      Oddzielnym i bardzo zastanawiającym „punktem agendy” było wyjaśnienie jak to Osobowice I stały się… gruntem a nie wodą. Zgodnie z ustawą Prawo Wodne (art. 5 ust. 3) śródlądowe wody powierzchniowe dzielą się na:

      1) płynące, do których zalicza się wody:

      a) w ciekach naturalnych, kanałach oraz w źródłach, z których cieki biorą początek,
      b) znajdujące się w jeziorach oraz innych naturalnych zbiornikach wodnych o ciągłym bądź okresowym naturalnym dopływie lub odpływie wód powierzchniowych,
      c) znajdujące się w sztucznych zbiornikach wodnych usytuowanych na wodach płynących;

      2) stojące, do których zalicza się wody znajdujące się w jeziorach oraz innych naturalnych zbiornikach wodnych niezwiązanych bezpośrednio, w sposób naturalny, z powierzchniowymi wodami płynącymi.

      Basen zimowiska Osobowice I jest bezpośrednio połączony z ciekiem (Odrą) i jest akwenem naturalnym o stałym dopływie (pkt. 1 b) połączonym "bezpośrednio, w sposób naturalny, z powierzchniowymi wodami płynącymi". Został jednak niemal Mojżeszowym cudem odcięty od Odry i przekształcony w akwen z wodą stojącą (pkt. 2).

      Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: akweny z wodą stojącą można sprzedawać, wydzierżawiać, obciążać podatkiem. Stąd wszelkie obiekty (także pływające – np. domy na wodzie) zostaną obciążone przez właściciela takiego akwenu (w tym przypadku Miasto Wrocław) różnymi płatnościami a także spowoduje to ograniczenie swobodnego dostępu wszelkim jednostkom pływającym – zarówno statkom zawodowej żeglugi jak i łodziom sportowym, rekreacyjnym czy jachtom turystycznym. Niemożliwe będzie też schronienie się tu statków przed wysoką wodą czy innymi zjawiskami (zalodzenie).

      Natychmiast w tej sprawie wypowiedział się kpt. Czesław Szarek, który nazajutrz miał wyruszyć z kadłubem barki pchanej ze stoczni Malbo w dół rzeki. Na pytanie gdzie ma się schronić w razie wystąpienia zjawisk lodowych uniemożliwiających żeglugę – usłyszał od Pani Beaty Głuchowskiej z RZGW odpowiedź:

      – W górnym awanporcie śluzy Szczytniki (sic!).

      Jak i którędy tam wpłynąć ze studziesięciometrową barką – o tym pani Beata milczy. A podobno ma męża marynarza śródlądowego. Akwen Osobowice I, który przez niemal sto lat pełnił funkcję bezpiecznego zimowiska gdyż przede wszystkim umożliwiał wpłynięcie całym zestawem holowanym lub pchanym i jest położony w cywilizowany sposób: dostęp do komunikacji miejskiej, telefonów itd. stał się teraz „terenem” a nie „akwenem” – przypadkowo pokrytym wodą (stojącą).

      Tak oto wbrew obowiązującemu prawu stworzono niebezpieczny precedens, w wyniku którego mogą zniknąć na zawsze porty, przeładownie, baseny stoczniowe usytuowane w naturalnych starorzeczach lub akweny sztucznie wykopane wzdłuż biegu Odry (Port Miejski, była stocznia Kozanów, port Głogów, Port Nowa Sól, Bytom Odrzański itd… itd...). O ile w małych miejscowościach obszary te nie stanowią łakomego kąska dla developerów – o tyle we Wrocławiu już jest dokładnie odwrotnie. Sadzę, że należy zgłosić ten precedens jeśli nie do prokuratury – to przynajmniej do NIK-u. Prawo naruszono ewidentnie a wrocławski RZGW jest w tym (nomen omen) „umoczony”, gdyż pod jego to pieczą akwen się znajdował i jako urząd powinien był stać na straży praworządności – przeciwstawiając się zdecydowanie naciskom i takim „przekształceniom”. Tak więc oto ostatni punkt „agendy” zatytułowany:

      Turystyka i rekreacja na Odrze:
      a) termin uruchomienia dla żeglugi małych jednostek Śluzy Mieszczańskiej
      b) uproszczenia sposobu wnoszenia opłat za śluzowanie przez jednostki sportowe.


      stracił całkowicie pierwotny, dobrotliwy wydźwięk gdyż jednocześnie odebrano wodniackiej braci swobodny dostęp do najbardziej atrakcyjnego i najbardziej bezpiecznego akwenu na terenie Wrocławia.

      Podsumowując: nie wyobrażam sobie aby w nowoczesnym świecie, w XXI wieku, w demokratycznym kraju nagradzano „kopem w górę” dokonania tak nieudolnych i pozorujących pracę w służbie społecznej ludzi. Musimy jako środowisko żeglugowców, samorządowców, sportowców i turystów-wodniaków oraz samych liniowych pracowników gospodarki wodnej skonsolidować się i dać zdecydowany odpór takim planom. Nie może być bowiem społecznego przyzwolenia na sitwy, koterie, kolesiostwo, nepotyzm a przede wszystkim tolerowania jawnego braku wiedzy fachowej w jakichkolwiek urzędach publicznych – nie tylko w gospodarce wodnej.

      Stanowisko takie należy pisemnie skierować do wiceministra Gawłowskiego, któremu wrocławski RZGW (ściślej: jego szef i szefa prawa ręka) robi wodę z mózgu (znów nomen omen), fałszując rzeczywisty obraz zarówno potrzeb jak i dokonań. Naszą przewagą jest fakt, że oni sami dają nam do reki argumenty, czyli - mówiąc kolokwialnie - podkładają się sami. Tym panom już dziękujemy. 


      źródło: kpt. ż.ś. Andrzej Podgórski, link

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Nawigacja RZGW Wrocław 2012 by Witold Sumisławski”
      Tagi:
      Autor(ka):
      wrzgw
      Czas publikacji:
      środa, 19 grudnia 2012 18:04